Pani z wielką pieczątką

Na oddziale psychiatrycznym, gdzie przez kilkadziesiąt lat ordynatorem była Pani Doktor P. było cicho. Ordynator lubiła ciszę. Nie znosiła, kiedy ktoś – przedarłszy się przez kilka zamykanych na klucz Drzwi – wchodził do jej Gabinetu i próbował o coś pytać. Pani Doktor nie lubiła, gdy asystenci chodzili z nią na wizytę: w końcu wizyta odbywała się tylko w towarzystwie jednej Pielęgniarki, Siostry Oddziałowej. Pani Ordynator miała duże doświadczenie w tworzeniu ciszy na oddziale psychiatrycznym. Niektórych leków – wiedziała – nie może zalecić na piśmie, więc Siostra Oddziałowa musiała mieć dobrą pamięć, by podłączyć dwudziestu mówiącym chorym, kroplówki z Fenactilem, Skopolaminą i Luminalem. Pacjenci nie znosili tych kroplówek, czasami wystarczyło wiedzieć, że namolność grozi konsekwencjami.
Dziwiłem się, że Człowiek potrafi przeżyć takie metody robienia ciszy: mało kto umierał.
Na Oddziale Szóstym przez cały dzień panowała złowróżba cisza. I zapach wypastowanej podłogi przed Gabinetem Ordynatora.
Na salach pacjentów pachniało moczem i specyficznym, dusznym zapachem psychozy. Nie otwierano zakratowanych okien. Z enklawy ciszy nic nie mogło wydostać się na zewnątrz. Cierpienie ściekające po ścianach w końcu i tak kryła ziemia.
…i nikt na zewnątrz nie wiedział…

Syg. akt: Nz/KS 5.66-00

się nie da, by krzywdy własnym dzieciom nie zrobić, zła kolejnego nie zasiać

Rodzice wasi pomrą, robaki ich kości zjedzą, ale krzywd pozostawionych wam nie zabiorą do grobów swych. I tak ich krzywdą będziecie dzieci wasze krzywdzić, by Krzywda nie została nigdy zapomniana. Tak Koło Pamięci z pokolenia na pokolenie cierpienie niepotrzebne przenosi.
Aby się wypełniło Pismo: „darami obdarzę”.
Tak ja, Nazepam, wam głoszę, byście w pokorze Zło – dane wam – czynili. Bo ni ujść, ni ominąć się nie da, by Krzywdy własnym dzieciom nie zrobić, by Zła kolejnego nie zasiać.
(Prorok Nazepam, Księga Sprawiedliwości: 5, 66–00)

Sieć psychopatów (mdłości)

niedobrze robi się jak widzę to co panny zza ekranu
i panie stateczne z mężami zmarłymi dziećmi
wyprawiają z osobami twierdzącymi że są
mężczyznami obco brzmią rozmowy – flirty

tak wszystko jest okej
byleby zranić
za krzywdy moje nasze „wszystkich kobiet na świecie”
przez ekran leją się wykreowane słowa
taka rozmowa z komputerem przecież w Internecie wszystko wolno
nie obowiązują zasady Dekalog został odpuszczony

nagle figurka spadła
powiesił się wyjechał zostawił partnerkę bo ekran odezwał się zbyt mile
a później zamilkł

bombardowane wsi z drona kierowanego zza Wody przez hakera
to tylko g r a i n t e r n e t o w a
to tylko szachy rozsypane nic się nie stało

Ostatni

tylko ja wiem dokąd idziemy nadzy, rozebrano nas z ubrań, droga w tłumie wrzeszczących coś w rodzaju paniki nikt nic nie wie, trzymam

za ręce dzieci czują że coś jest nie tak

płaczą trzymają kurczowo moje dłonie, uciąłem sobie jaja, ktoś powiedział: proszę pani pani się odsunie, kroczymy prostą ścieżką do gazu, postanowiłem że je przytulę

ale nas rozdzielono trochę bolało uderzenie w twarz synowi przestawiono nos córce

wyrwano wszystkie włosy potem

straciłem ich z oczu

Odsuń się Jędzo usłyszałem głos z tyłu bez jaj biorą nagiego za kobietę trochę krwi

miesiączka?

ciężkie drzwi ciżba się tłoczy nie mogę dostrzec dzieci może już płoną bez zbędnych ceregieli, ucięte jaja schowałem do słoika ze spirytusem ukryłem zanim nas stamtąd zabrano

pozostaną dla Potomności

Polityka (anty-wiersz)

Zaprawdę powiadam wam, polityka to gówno.
Szajs. Szambo nieczyszczone od wieków. Chujnia z grzybnią. Igła narkomana, zahifiona krew.
To kupowanie w lombardzie, pożyczka w parabanku. Prawda w ustach księdza, miłość nauczyciela do dzieci, uczciwość policjanta. To nieczysty towar, puder podany dożylnie. Trup po sekcji, pierdnięcie przy kolacji w lokalu. Zwykłe kurewstwo. Goła dupa w lakierkach. Publiczny onanizm, gerontofilia, nekrofilia, grzeszne sny zakonników.
To obraza Papieża-Polaka. Podpis Prezydenta A.D.2016. Niedziałający megafon na wiecu, sraczka w kiblu, książki w zsypie. To Wysoki Sąd w delirce, kierowca TIR-a bez koksu. Doktor z syfilisem, adwokat bez kasy.
Dno zlewu. Brudne gary. Zbliżenie cipy, kłykciny kończyste…
Brzydka jak gówno, wpada w oko cierniem. Nijak jej wyciągnąć. Mieć ją gdziekolwiek możesz a przecież uderzy cię pałą, w majestacie Prawa.
Prorok Nazepam.

Sza („onomatopeja”)

sześćdziesięcioletni tata
z szesnastoletnią córką
Matka? nie –
cicho sza
szus i
szuflą pod dywan

Inna wersja (***)

Dzieciom

zdążyła nadać Imię
narodzonej córce gdy
poszła w tłum
z zaciśniętą pięścią
granat bez zawleczki
plecak z Semtexem
śrubami Niosąca Śmierć

w Imię Wyższych Racji
Biedy Wendety
Braku Edukacji

w Imię Racji Stanu
Potężnych ich
Pieniędzy
Strachu
co usprawiedliwia

rozluźniła pięść
wreszcie…
granat Semtex tłum
zniszczenie

nie ma grobu
Córka nie opłakuje
Matki
Nie ma jej