Misie

przytula pluszowe zabawki
obarcza je cechami
młodszego braciszka
Po kilku dniach porzuca
w kątach, na podłodze leżą Zdzisiu czy Jasio
bawi się.
Zazdrosna o brata
nie uderzyła go nigdy
celowo.
To dobre dziecko.

Córeczka-Gwiazdeczka

Córce. Ukochanej a tak zazdrosnej o Braciszka

Na imię miała Gwiazdeczka.
Przyjechała w brzuszku Mamy z dalekiego kraju. Wyczekane, wymodlone przez rodziców dziecko. Maluszek, którego nie było i nagle powstał. Gdy się rodziła, Tata nagle zobaczył, że jest dziewczynką. Wcześniej nie wiedzieli, kim będzie.
Na imię miała Gwiazdeczka.
Najpierw malutka, później coraz starsza. Mama i Tata byli dla tylko niej a ona była dla nich. Rodzice chodzili z nią na spacery, karmili, a gdy nie chciała się kąpać, lub nie mogła zasnąć, śpiewali piosenki. Lubiła, gdy czytali jej książeczki, kilkanaście razy tę samą tak, że chcąc-nie-chcąc uczyła się ich na pamięć. A gdy wpadała w złość, rzucała zabawkami przez cały pokój.
Ona i Oni. Tylko dla siebie.
Pewnego dnia Mama poczuła, że w brzuszku dzieje się coś dziwnego. Ruszało się, kręciło… Poszła do lekarza.
– Ciąża – powiedział Doktor. – Jest pani w ciąży.
Czyli, że Mama urodzi drugie dziecko.
Gwiazdeczka rosła i rosła. Coraz więcej rozumiała. Nauczyła się mówić. Mama i Tata nie wiedzieli, jak jej powiedzieć, że niedługo nie będzie jedynaczką. Że będzie miała Braciszka.
W końcu powiedzieli. Ucieszyła się Gwiazdeczka.
„Będę się miała z kim bawić” – myślała.
W końcu urodził się Promyczek. Przyjechał ze szpitala do Domu, ale po kilku dniach musiał wracać.
Był chory. Bardzo chory.
Tato został z Gwiazdeczką sam. Mama pojechała z Promyczkiem karmić go i przewijać.
Gwiazdeczka najpierw płakała. Mama była zawsze. Na każde zawołanie, płacz…
Gdy córeczka chciała jeść, Mama od razu szykowała coś dobrego. Przytulała, śpiewała…
A teraz tylko z Tatą.
Po kilku dniach okazało się, że nie taki straszny ten Tata. Wziął ją do domku w górach, karmił, śpiewał piosenki. – Znowu była najważniejsza i jedyna. Tak jak zawsze. Tak jak dotychczas.
Jednak nocą śniły jej się koszmary. Że Mama zniknęła, że Promyczek nie wróci. Budziła się z płaczem, Tato przytulał…
Wrócili. Mama i malutki Promyczek. Gwiazdeczka cieszyła się, całowała braciszka, nawet chciała go karmić, chociaż nie umiała.
Pokochała Promyczka. A dla niego była, od zawsze, starszą siostrą, która uczyła go śmiesznych rzeczy, wymyślała zabawy. Naśladował ją we wszystkim, w czym umiał i nie umiał.
Ona, on, Mama i Tata.
Po niedługim czasie Gwiazdeczka zauważyła, że braciszek pochłania bardzo dużo uwagi rodziców. Mama już nie była tylko dla niej. Ani Tata.
Promyczek krzyczał, robił kupy, ciągle był głodny. Gdy rósł, stawał się coraz bardziej ruchliwy. Rodzice musieli go pilnować, żeby nie stało się coś złego.
Tak jak pilnowali kiedyś Gwiazdeczki, kiedy była malutka.
Dziewczynka zaczęła myśleć, że rodzice nie kochają jej tak, jak dawniej. – Gorzej: że kochają ją mniej. Było jej źle, smutno…
Tata nadal pisał wiersze dla córeczki. Robił jej zdjęcia, usypiał. Mama chodziła na spacery, dawała jeść, tuliła, gdy Gwiazdeczka płakała…
Nie była sama. Był też Promyczek. Braciszek, z którym musiała dzielić się miłością rodziców.
To dobrze i źle. Raz dobrze, bo bawili się i śmiali. Raz źle, gdy na chwilę zostawała sama, bo Mama pognała na uciekającym synkiem, który właśnie próbował zejść z balkonu, z pierwszego piętra. Albo grzebał w kontakcie, czy nie chciał jeść.
Dobrze i źle. Raz dobrze, raz źle.
Czy może być dobrze i źle jednocześnie?
Gwiazdeczka złościła się coraz bardziej. Już nie chciała jeść i rzucała zabawkami, obrażała się, gdy mama z kimś rozmawiała. Co chwilę, z byle powodu, z wielkim krzykiem, uciekała do sypialni.
– Nie, nie, nie!!!
Jednak kochała Promyczka.
Kiedyś przyśnił jej się sen. Nad ranem, gdy zasnęła na chwilę przy boku rodziców. W tym śnie spotkała Anioła.
– Kim jesteś? – zapytała.
– Jestem Aniołem – odpowiedział. – Przysłano mnie tu, bym spełnił twoje dwa życzenia. Ale tylko dwa. Zastanów się dobrze, o co prosisz.
– Chcę, by wszystko było tak, jak dawniej. Żeby Mama i Tata byli tylko dla mnie.
– Na pewno tego chcesz? – zapytał Anioł jeszcze raz.
– Tak – powiedziała.
I zniknął Promyczek. Została sama. W domu zrobiło się dziwnie pusto i smutno. Nie było słychać gaworzenia Promyczka. Zniknęły jego pieluchy i zabawki. Nawet łyżeczka i talerzyk. Nie miała się z kim bawić w różne śmieszne zabawy. Było cicho. Bardzo cicho.
– Nie, nie, nie! – zawołała. – Aniele zwróć mi braciszka. Tu jest tak smutno a ja go kocham.
– Ale już nie będzie tak, jak dawniej. Rodzice nadal cię będą kochać, lecz będziesz musiała nauczyć się dzielić nie tylko zabawkami ale i ich miłością.
– Wróć mi Promyczka, Aniele. – Zawołała Gwiazdeczka. – Tego chcę.
– Dobrze – rzekł Anioł.
Obudziła się. W łóżeczku leżał Promyczek. Rodzice jeszcze spali. Było tak, jak przed snem. Ale Gwiazdeczka zrozumiała, że Mama i Tata kochają ją tak, jak dawniej. I że jeszcze kocha ją ten mały smyk – jej Brat.

Tato?

Gdzie byłeś wtedy, Tato?
Pamiętam, opowiadałeś mi o Wszechświecie, o historii Polski, o wszystkim. Pisałeś wierszyki na Pierwszego Maja, które potem recytowałem w przedszkolu… Później zniknąłeś. Na wiele lat.
Odkąd pamiętam, wchodziłem w rolę ofiary. Byłem „grzecznym dzieckiem”, Mama się cieszyła.
– Taki nad wiek dojrzały – mówiła.
Dojrzały? – Bzdura.
Podsycała – niechcący – dupowatość własnego syna. Nikt nie nauczył, żeby oddać koledze z przedszkola, gdy ten da po ryju. Mama wolała, żebym poskarżył się Pani…
Kto nie robi błędów wychowawczych?
Trochę przebojowości nauczyły mnie studia. – Późno, za późno. – Jestem, kim jestem. Wyciągnąłem wnioski…
Tosia.
Za często wchodzi w tę niedobrą rolę. Ofiara-kat. Para wlecząca się przez całe życie, jeśli nie zmienić jej dostatecznie wcześnie. Ofiara zawsze zostaje katem w odpowiednich warunkach. Na przykład, gdy się boi. Kiedy może…
– Tosiu, zabierz tę łopatkę Nusi. Zabrała ci, to podejdź i zabierz. Nie uciekaj. Możesz powiedzieć: „Oddaj łopatkę, jest moja”.
Tosia powoli się uczy. Jest trochę podobna do mnie. Jeśli nie zmienimy jej schematów, będzie dawać się wykorzystywać. Będzie wykorzystywać innych. – Bolesne nauki jej mamy i taty nie powinny iść na marne. – Ponoć nauki z dzieciństwa są ważne. Rzutują na całe życie.
Moje Maluchy tak często budzą się z płaczem. – Co im się śni…?

Tutaj

W pracy znów…
Nie, nie chcę pisać o pracy, nie chcę myśleć.
Mówi. Całymi zdaniami, pięknie. Błędy gramatyczne zdarzają się czasami, gdy nagle wpadnie na wyjątek w języku. – Sporo ich mamy. – Pies-psu, Tosiu. – Nie: ‘piesa’.
Łapie szybko. Ma świetną pamięć. Szczególnie, gdy dotyczy czegoś, co ją przejęło…rok, pół roku temu…
Skończyła dopiero dwa lata.
To dobre dziecko. Miewa wprawdzie ataki szału, czasem (o zgrozo) częściowo kontrolowane. Bawi się z Braciszkiem. To dla niego teraz spory autorytet.
„Tata i mama zajmują się Idzikiem” – słyszę czasami. – Sama śmieje się z tego powiedzonka, choć czasem jej smutno, że wypadła z roli Jedynaczki. Złości się. Córunia Tatunia. – Słonisia czasami mówi, że Tosia „odbiła jej męża”…
Szpital ciągle nie ma umowy na hospitalizacje naszych pacjentów. – Spotkanie z Dyrekcją, straszenie mediami. – Kracik załatwił przychylny artykuł w Gazecie Wyborczej. – Strach dyżurować, strach pracować. Strach…
…leczyć się?
Moje życie jest tu: Słonik, Tosia, Idzik.
Mam Was w dupie, Panie Prezesie-Dyrektorze, z poważaniem, etc.

Bez Diabła…da się…?

Dziecięca moralność…
Od dawna sądziłem, że odróżnianie Dobra od Zła, to – w dużej mierze – rzecz nabyta. W każdej kulturze jest trochę inaczej.
Tosia. Nie straszona piekłem, ani nie stymulowana perspektywą nieba (gdy będzie grzeczna), czasami uderzy Mamę. – I tak lepiej, bo przenosi agresję z Idzika, o którego jest okropnie zazdrosna. Jego nie uderzyła nigdy. Mnie też nie. – Mama jest zbyt ważna, żeby była taka prosta w relacji…
Wczoraj chciała. Coś powstrzymało ją wpół ruchu ręki.
– Coś cię powstrzymało?
Długa cisza, później powiedziała, że Kokuś, jej Anioł.
Wieczorem rozmawialiśmy. Tosia mówiła, że bicie Mamy nie podoba się Bozi…
Nie mówiłem jej, co może podobać się Bozi a co nie. Oszczędzam jej piekielnych wizji, nic nie wie o Raju… – Tak, mówiłem, że bicie kogokolwiek nie podoba się Bozi, I, że Kokuś jest przezeń posłany…
Tyle.
(Kokuś jest biały, jak to Anioł. Nosi czerwone sandały, czerwone słuchawki na uszach i czerwoną bluzkę). Kokuś ją powstrzymał.
Wieczorem nie mogła zasnąć. Widziała, że jestem zmęczony, udała, że śpi. Zasnęła sama…
Staramy nie POKAZYWAĆ jej agresji. Trzymamy dość krótko, bez kar cielesnych. – To trudne. – Ale dziecko bite za to, że biło panią nauczycielkę nauczy się, że bić wolno a nawet trzeba. Słabszych.
Na kogo wyrośnie? – Nie wiem. Nikt nie wie. – Czasami przykrywa się papierem i bawi w to, że śpi. Albo kładzie na ławce…
Niepokojące.
To dobre dziecko. – Czy zniesie frustracje Świata, wypchnięta z Domu do dżungli?
…?

Daliśmy wam Życie i…

Wreszcie zaczyna mówić. Niewyraźnie, jednak widać, że się stara. Tak jak myślałem, umie na pamięć te wszystkie, czytane przez Mamę, książeczki. Zasób słów? – Tak, spory…
Chyba wszystko rozumie, nie zawsze potrafi powtórzyć. – Myślę, że rozumie to, co do niej mówimy. I nie do niej też.
Jestem zakochany w córce? – Tak.
Słonisia mówi, że to dobrze.
Czy kocham synka? – Tak. – Ale inaczej.
Słonisię? – Też nie tak samo.
Czwarta rano. Znowu obudziłem się zbyt wcześnie. Zasnę jeszcze?
?
Widzi łzy Taty. Boi się, gdy zamknięty w ciemnym pokoju, nakładam słuchawki na uszy. Wczoraj płakała, spod powiek poczułem, że weszła do pokoju.
– Nie bój się. Tata czasem tak ma. Później mu przechodzi i wszystko jest dobrze…
Wydaje się, że rozumie. Że rozumie treść, bo słowa na pewno…
– Będą miały przesrane – mówi Słonisia znad jakiegoś artykułu w Internecie.
Będziecie mieli:
Maluszko-Serduszko,
Syneczku-Krzykaczku………

Anioł

Opowiedziałem jej o Aniołku. Uważałem, że to ważne. Nadała mu Imię, włączyła do rodziny. Mówi, że kocha.
Dzieci lepiej wiedzą, co to znaczy.
Bezinteresowna miłość. Nie chce niczego w zamian. Wystarczy, że JEST.
Jest? – Już nie wiem. – Jeśli go widzi i wychodzi z nim na spacer, to chyba jest…? Dla niej jest.
Anioł –
Bezinteresowna…
…Miłość.
Niczego nie oczekuje. Wystarczy, że huśta się ze nią na huśtawce.
Tato też się huśta, chociaż jest w pracy, albo właśnie śpi, lub siedzi przed komputerem…………………
Bezinteresowna…
…Miłość.
Kiedyś się skończy.
Teraz
tak
łatwo
skrzywdzić
dziecko……………………….
……………pokazując ciemną stronę…………..
…………..Świata.