Ciało

Rozsypały się figurki w środku

Trzylatka trąciła niechcący mglistą otoczkę czegoś, co jeszcze niedawno było mamą. Rozsypały się figurki w środku. Ciało, na materacu, już nie czuje się. Ona płakała, wezwano Służby. Wyważono drzwi, i….
Dziecko – Pogotowie Opiekuńcze, ciało – szpital.
Ciało bez ruchu. Słuchawką tylko można wysłuchać bicie serca. Sto pięćdziesiąt na minutę. Boi się…
Dostaje Lorafen i Haloperidol. Klozapol nawet. – Figurki w środku potrzaskane, nie chcą udawać choćby w karykatury Porządku.
Ciało nie czuje się nadal.
Wypisano je po dziesięciu tygodniach podtrzymywania życia. – Rurka do żołądka, jedzenie przez rurkę. I leki.
Dziesięć tygodni NFZ przewiduje na leczenie.
Ciało wychudłe, zniszczone, odesłano na internę. Napisano: Kacheksja. Katatonia. Zapalenie płuc. Ponoć nie chcieli przyjąć tego Zapalenia.
Co z dzieckiem?

bezdusza

Mam duszę na wierzchu. Trzymam ją sobie na ramieniu jak oswojonego szczura. Chowa się za kołnierz, czasami ociera o kark. Pomimo że jest smutna i brzydka, i czasami są z nią problemy, lubię swoją duszę. Bywa jednak i tak, że wychyli łepek, ktoś ją dojrzy. Wtedy – zdarza się – że bije na oślep, chce zniszczyć, jakby była jakimś wrednym pasożytem. Albo ośmiesza, że taka szkaradna. Wtedy bardzo boli.
Nie umiem jej schować zbyt dokładnie, wepchnąć do ciała, umiejscowić pod pachami, żeby nie wychodziła wtedy, gdy nie jest bezpiecznie.
Taka dusza na ramieniu. Nie mam innej.

 

Stół

Miał tyle rozsądku, że wycofał się z badań, zobaczywszy efekt testu nowej „broni” na Oceanie Spokojnym. Wcześniej przyłożył swą naukową dłoń do śmierci 150 000 ludzi w testach na żywym materiale w Hiroshimie i Nagasaki. Dwadzieścia i osiemdziesiąt kiloton trotylu. Taki równoważnik. Na Atolu sprawdzano kilkadziesiąt megaton, wyparowała niewielka wysepka.

Oppenheimer też umarł pomimo mocy, jaką włożył w Dzieło Zniszczenia.

Każdy kiedyś musi umrzeć.

Gdy ciało Naukowca leżało na stole sekcyjnym, wydawało się być mniejsze, niż w rzeczywistości. Ciała zmarłych tak wyglądają. Technik rozciął mostek i czaszkę, resztę wykonał anatomopatolog. Lekarz.

Nie znaleziono ani trucizny ani niczego podejrzanego, z wyjątkiem sporych rozmiarów biało-krwistej tkanki raka w płucach i wszędzie.

Przyczyna śmierci.

A zaczęło się wszystko od Einsteina. Dał podstawy nauce do rozszczepiania atomu. Też umarł. Uchodził za wybitnego, jeszcze za życia, po śmierci jego ciało też posiekano na plasterki. Niczego ciekawego nie znaleziono, może nieco zbyt mały mózg, jak na Homo sapiens.

Są granice poznania, jeśli wyjść dalej, zaczyna robić się niebezpiecznie. I tyle. Kropka. Dalej nie idziemy. Nie próbujemy sami zmieniać masę na energię, czy odwrotnie, bo może się okazać ruchem tylko w jedną stronę.

Człowiek jest jednak ciekawski. I nie grzeszy wyobraźnią. Każdy umrze, wcześniej czy później. Jego ciało na stole sekcyjnym będzie wyglądać na trochę mniejsze, niż jest w rzeczywistości…