Ekran

A co? Przeczytałem. Zasady zachowania „prywatności” firmy Intel®.
To gigant na rynku. Produkuje praktycznie wszystkie podzespoły do komputerów. Od płyty głównej po karty sieciowe.
I co?
W skrócie: Intel® może wszystko. Porozumienie z Unią Europejską wymusiło opisanie tego w przystępnym języku. Firma może handlować danymi. Zbiera informacje osobiste od wyglądu, numeru karty kredytowej, po PESEL, adres i stan zdrowia.
Snowden wypuścił Dżina z butelki. Myślę, ze nie o to mu chodziło, może wierzył w ludzi…?
Teraz podgląda każdy. Jeśli masz oprogramowanie „open-source” przeczytaj najpierw, jakie zmiany wprowadził w nim ten, czy tamten. „Open-source” nie ma ‘zasad prywatności’. Linux, to najniebezpieczniejszy system na świecie. Firefox – najbardziej „dziurawa” przeglądarka.
Używam Firefoxa. Używam kopalni bitcoinów Intela®. Teraz to już nieistotne, czy zagląda ci do dupy Intel®, Google®, Microsoft®, czy kto bądź, choćby Izba Skarbowa…
Przerażenie. Jeszcze mogę wyrzucić cały sprzęt przez okno, zaszyć się w lesie i żywić jagódkami. Jeszcze nikt nie uszczęśliwił Świata przez wszechobecny Internet.
Słuchasz płyty w zaciszu domowym, na nowiutkim odtwarzaczu, z blutuczem i Wi-fi. Nawet nie wiesz, że twoją płytę czyta maszyna wirtualna, nie mechanizm z ząbkami i trybikami.
Onanizujesz się przez TV, gdzie leci pornol, włączyła się kamerka, bez światełka, dyskretnie. – Zawsze można ujawnić te dane…
Jak w roztopione masło wchodzimy w totalitaryzm.

Ciąg dalszy rozterek lekarza w Chorym Systemie

Dzwoniłem w sprawie tej Poradni i zmniejszenia ilości godzin. – Nikt nic nie wie.
A jednak: harmonogram pracy wychodzi z Oddziału (Jednostki Organizacyjnej). Musiał być zmieniony przez kierownika.
Idę, pytam. Pani Kierownik nic nie wie. – Wiem, że kłamie. – Musiała to podbić a mówiąc odwraca oczy.
Wytupałem te cztery godziny tygodniowo. W Kadrach.
– Ktoś się musiał pomylić. Przecież nie zmieniłabyś mi harmonogramu, bez powiadamiania… – udaję głupiego.
Sekretarka naniosła. Wróciły godziny od dziesiątej do czternastej.
Tu trzeba się stawiać. Kierownik się boi. – Pewnie szykuje się cicha wojna z przełożoną.
Znam to. Długo nie wytrzymam. Albo sam się zwolnię, albo…
…Pani Kierownik poprosi o zmianę asystenta.
Wtedy inni się będą martwić.

Cicho, bez słowa

Piętnasta piętnaście. Wreszcie mogę usiąść. Przychodząc do Poradni dowiedziałem się, że obcięto mi godziny przyjęć. O dwie w tygodniu. – Sekretarka głowi się, jak rozpisać wizyty dla NFZ-u. – Każda ma trwać piętnaście minut. Dokładnie piętnaście minut, to zgodne ze standardem.
Przyjąłem dwa razy za dużo osób.
Szkoda, że nikt nie poinformował o tym drobnym fakcie. – Zamiast od dziesiątej do czternastej, mam czas od dziesiątej do dwunastej.
Nie zdążyłem, choć – według standardów – nie badałem pacjentów. Wypisywałem im recepty znad ekranu komputera. Według standardów.
Na Oddziale, (czyli w Jednostce Organizacyjnej) odmówiłem badania dwóch pacjentek.
– Mam poradnię, nie zdążę.
Dostałem jedną. Muszę otwarcie stawiać się Pani Kierownik. – Boi się.
Struktura, w której kazano mi pracować, ma najgorszą opinię w Szpitalu. Strata finansowa, mało kto chce się tu leczyć…
W Jednostce Organizacyjnej, w której przyszło mi pracować, jest dużo pracy. – Koleżanki mówią, że więcej, niż gdzie indziej…
W zmęczonej głowie rodzą się dwie myśli:
„Czyżby zarządzanie było kiepskie?”
I druga, złośliwa:
„ Wyjdę o czwartej. Później, niż powinienem. A nie wolno pracować dłużej, niż siedem trzydzieści pięć. – Można krócej, wtedy obcinają wypłatę…”
Nie wiem, co Pani Kierownik z tym, zrobi. – Ja się boję wsiąść do auta, jestem zbyt zmęczony, by bezpiecznie prowadzić. Muszę usiąść, przymknąć oczy…
– Zrezygnuj z Poradni – radzi Przyjazna Koleżanka. – Tu jest WIĘCEJ pracy.
– Szkoda mi…pacjentów. Jeden trzyma się już ponad dwa lata bez hospitalizacji. Inna nie była w szpitalu od szesnastu…
– Mnie też było żal. Pójdą do kogo innego.
Ambicja. Moja. A może…nie tylko…?
Ludzkie odruchy zamierają.
Zarządzający Obozami Koncentracyjnymi tworzyli strukturę, gdzie jeden więzień był katem dla drugiego. Często gorszym, niż Esesman.
Dawne czasy. – Teraz mamy Demokrację. Nikt nie pamięta…
Kadrowej obcięto dodatek funkcyjny za „nadgodziny” pracowników. Przełożony tłumaczy się przed Zwierzchnością za podwładnych.
Jednak ktoś pamięta Nauki Goebbelsa.
Ktoś…
…pamięta.

Triada

Wyprosiłem go, bo był niegrzeczny. Wymówiłem się Regulaminem, gdzie czarno na białym stoi, że odwiedziny są od trzynastej. Udzielanie informacji…
…Pacjentka nie chce, by udzielano komukolwiek informacji.
Wrzeszczał, że zabiera córkę do domu. – Sęk w tym, że jest przyjęta bez z gody. I pełnoletnia. – Odgrażał się, że przyjdzie z Policją.
Nie lubię Policji, choć spotykałem miłych policjantów.
Tak roszczeniowych rodzin nie spotykałem dotychczas a pracuję już przecież długo…
Znowu błąd. – Nie powinienem do niego schodzić. Poprosić Pielęgniarki, żeby wyprosiły…
Jednak wrócił bez Władzy. Awantura. Ojciec – i mąż – i chora. Ona coraz bardziej się trzęsie…
– Niech pan jej nie męczy – poprosiłem. – Na dochodzenie prawdy przyjdzie czas później. Ona jest bardzo krucha…
Ojciec zmiękł. Oczy zrobiły mu się wilgotne. Podał jedzenie i bieliznę.
Wyszli. Pacjentka, mąż i ojciec-nauczony-ataku.
Gdy zamknęli drzwi, rozpłakałem się.
Nie mam tyle siły, co kiedyś.

Detale

Cztery godziny snu. Znowu. Coś jest nie tak. Wyjeżdżając, nie przetarłem lusterek w samochodzie, nic nie widać, porysowałem sąsiadowi samochód.
Awantura, chociaż to on stał niemal w poprzek ulicy. Chciał, żebym dmuchał w jego alkomat.
Źle. Dmuchnąłem. Zachowałem się, jak dupa. Chciało mi się spać, chciałem dojechać na czas.
Uczymy się na błędach, nie jestem zbyt przebojowy. – Na jakimś świstku spisałem, że to z mojej winy. – Sam zarysowałem tylko zderzak i nieco nadkole.
Głupota.
Ale może już nie będzie stawał tyłkiem na środku drogi. – Ja nie będę dmuchał w niczyj alkomat chyba, że policyjny. – Praca. – Zasnąłem tuż przed odprawą. Obudził mnie telefon:
– Nie schodzisz na dół?
Schodzę.
Wizyta. Płaczliwa pani. I druga, która chce żebym jej coś udowadniał. Potem ktoś, kto podawał się za ojca, wyproszony grzecznie, wstał do bitki. – Opanował się w ostatniej chwili. – Znów groźby, sądy, telewizja… Nie ma pojęcia, o czym mówi. Unosi się.
Taki typ człowieka. – Nauczony walczyć o swoje, nie dba o detale. – W innym miejscu dostałbym w ryj.
Zaczyna się gotować w głowie.
Detale są często bardzo istotne.
Dlaczego śpię tak krótko? Znowu się…?
Zły dzień. Piątek. Koniec tygodnia.
Sprawa czterech rys na starym Citroenie zapewne wróci niedługo.
Sprawa „zabrania” pacjentki również.
Bezmyślna agresja dotyka. Kole. Jeszcze parę godzin. Potem…
No właśnie. Co będzie potem?

Szyba

Niedziela. Niepotrzebnie dospałem do jedenastej. – Wstaję rano, przed szóstą, a gdy budzą mnie dzieci, kładę się i zasypiam. Słonisia krąży wściekła, tym razem nie wiadomo o co. – Małżeństwo wchodzi w „drugie stadium”. Po żarliwej miłości pozostaje…mąż i żona. I dzieci.
Idzik ma takie same oczy, jak ja. Tak samo się śmieją, podobnie wściekają.
Tosia ogląda moje filmiki. Mam jedną fankę, która czeka na nową płytkę i potrafi ją puszczać kilkanaście razy z rzędu…
Deszcz za szybą. – Będę musiał wyjść. – Wracają lęki sprzed kilku tygodni. Jutro będę musiał wyjść…tam.
Tam nie mogę się przyzwyczaić, choć zapewne wkrótce przesiąknę specyficznym zapachem. – Na razie próbuję robić tylko to, co do mnie należy. Albo jeszcze mniej. – Próbuję się przystosować do Wymogów.
Może to słuszne? – Gdy jeszcze byłem pochłonięty pracą, prawie nikt nie doceniał mojego zaangażowania. Spalałem się, Szefowie nie raczyli zauważać. – Pacjenci…?
Pacjenci z natury rzeczy bywają niewdzięczni. Tak jest i nie zmienię tego, nawet przychodząc do pracy z zapaleniem płuc…
Z Poradni wykruszyli się petenci. – Długa nieobecność pozostawia tylko tych najbardziej związanych. – Pozbyłem się niepotrzebnego garba, który nałożyłem sobie sam.
Tak, będę przekręcał klucz w każdym zamku dwa razy. – Żeby nikt nie uciekł. – Będę siedział przed komputerem wpisując bzdury i modlił się, żeby nikt nie rozchorował się somatycznie. – Szpital nie ma umowy z żadnym z innym na hospitalizacje. Umierającego na zawał chorego psychicznie nie ma dokąd zawieźć…
Nauczę się wypełniać karty zgonu. I wygłaszać formułki w stylu: „Zrobiliśmy wszystko, co się dało.”
Może wreszcie nauczę się kłamać… Ale…
…najpierw trzeba będzie wyjść z Domu. Dojechać , wejść z obrzydzeniem w rytm tygodnia…
Trzeba wyjść. Najpierw wyjść.

Obrazki

…urodziła czworo dzieci. Dwoje wychowuje teściowa. Jedno jest w Domu Dziecka. Drugie było. Miało iść do rodziny zastępczej, ale ta się rozmyśliła i oddała je w ramach reklamacji…
…tato, pijany przez cały rok, chciał popełnić samobójstwo. Zjadł trutkę na szczury, popił piwem. – Synek patrzył. – Gdy tatę przywieziono do nas, matka wzięła dziecko, bo tatuś bardzo za nim tęsknił. Zostali wyproszeni z oddziału. – Synek płakał: „tata, tata!”. Mama, u kresu wytrzymałości, wrzeszczy, żeby jej oddać męża, bo nie ma kto pracować.
Synek płacze.
Stanęli w drzwiach. Musiałem ich odsunąć, żeby wyjść. – Trzyletnie dziecko i jego brudna, wychudzona matka. – Tata, po drugiej stronie, lał krokodyle łzy…
Po południu jest chłodniej. Wiatrak mieli powietrze, po kolei wchodzą ludzie, zakładam maskę…wiem, nie powinienem… – Telefon. – Z drugiej strony GŁOS nakazujący wypisanie zwolnienia synkowi. Stracił pracę, minął okres wypowiedzenia.
– Przecież PAN może…
Rozłączam się.
Stoję pod ścianą. Twarz mocno przywiera do ceglanego muru. Czekam na strzał, który zawali moje życie.
– Niech się stanie – myślę. – Już nie mam siły. Cegły odciśnięte na twarzy, nie wiem, co jest z tyłu, coś nie pozwala się odwrócić……………….