do ściany

W gabinecie, po południu, pacjenci przychodziwszy witali mnie pod betonową ścianą. Nie wiedzieli, że z każdym słowem zaciskają ręce na szyi. Nie mogłem złapać tchu, próbowałem się bronić: odejdźcie, pozwólcie złapać oddech. – Nie wiedzieli, nie widzieli, nie czuli. Z każdą chwilą sądziłem, że nie przeżyję tego.
Przeżyłem. Otwarłem drzwi i runąłem na klatkę schodową.

węch

Wszedłem z Nocy do domu. Siedzę w ciemności. Zza niezasłoniętych okien wpada rdzawożółta poświata. Boję się jej. Nie zapalam światła. Znieruchomiały ze strachu kucnąłem przy stole.
Jak ślepy kot, któremu właśnie odebrano węch.

***

Wczoraj:
Wyobraziłem sobie długi cień ciała przytrzymanego pętlą do haka w suficie. – Nie zrobię tego, nie chcę, pomyślałem. – Nie jestem wierzący w takie grzechy. – Po prostu nie chcę.

Krótkie urlopy nie robią mi dobrze: najpierw trzeba się na nie zaharować – pracuję „na kontraktach”, robota musi zostać odwalona; później, po powrocie, dzwony huczą w głowie, przychodzą różne pomysły, nie mogę się zaadoptować.
Lubię swoją pracę, ale ostatnio mam jej dosyć.
Dom – to rutyna. Codziennie te same, mniej więcej obowiązki, czasami trzeba wyrzucić śmieci, umyć podłogę, nie potrafiłbym żyć gdzieś indziej. Rutyna wyjaławia, ale w pewnym wieku bywa – dobra?
Budzik. Podlać kwiatki, kawa, śniadanie lub nie, praca, praca, praca, padam zmęczony wieczorem, nie, nie pracuję już nocami, wysiadło zdrowie, niestety…
Niestety czekam, aż zdrowie wysiądzie całkiem. Wtedy nas stąd wyrzucą. Z Domu.

Dzień w szpitalu

Chaos w głowie, drżą ręce, nie potrafię się skupić. Znów pewien pan zwyzywał mnie, mam tego dosyć, muszę się bardzo pilnować, by świadomie i dobrowolnie nie przedawkować mu leków…
Druga Pani też nie chce rozmawiać, wygląda, jakby piła – „a co to ma do rzeczy?”
Nie ogarniam wszystkiego, za oknem powiesili jakieś absurdalne chorągiewki, dlaczego w ciągu trzech dni przyjęto na Oddział osiem osób, drżą ręce, nie mogę zebrać myśli.
Siedzę i piszę, żeby się uspokoić, komuś pomyliły się dni tygodnia, ktoś zupełnie nie wie czy to poniedziałek czy piątek. – To ja?
Nie tym razem. Oddział pęka w szwach. Tym razem ja jestem tu lekarzem.

Tylko jeden zmysł

Tybet tak ładnie wygląda na zdjęciach. Wielu chciałoby tam być, nie znają innych odczuć: braku powietrza, braku jakichkolwiek drzew, tybetańskie klasztory wcale nie są zawsze oazą spokoju. To już polityka, lecz ten naród umiera: zaszczuty, z podwójną tożsamością, biedą, wszechobecnymi Chińczykami.
Czekając na śmierć Dalajlamy, czekam na upadek…………
…………..wraz z nimi.