Gulasz

Coraz nowsze przepisy NFZ, Pana Dyrektora, Pana Ministra Panów i Pań, co nie mają pojęcia o temacie w jakim wydają decyzje zabierają kawałki serca. – Robi się taki gulasz, wypalenie, niepotrzebne nerwy.
To dlatego, że nie przewidziano urlopu ‚dla poratowania zdrowia’ jak nauczycielom. – A czym się różni nauczyciel od lekarza? – Tym, że lekarz pracuje też nocami?
Mam, co chciałem, będą chichotać niektóre osoby.
No to chichoczcie.

***

Dziś znów będzie o pogodzie: słońce z rana, oślepia jadących samochodem, przyszła kobieta do przyjęcia – demonstracyjnie milcząca, udaje depresję, pewnie naprawdę cierpi, ale jakoś nie czuję współczucia. Wścieka mnie. Ma milczącą pretensję, że nie jestem na każde jej zawołanie. „Chcę się przyjąć do szpitala”, już nie daje rady w domu: gdzie matka, którą trzeba się opiekować, bracia, którzy mają to w dupie.
Standard. Jeszcze nie wie, że będzie leżeć z najbardziej chorą pacjentka na Oddziale..
Z rana słońce świeci, oślepia przy jeździe samochodem do pracy. Literówki w komputerze poprawia automatyczny słownik.
Dziś znowu jest o pogodzie.

****

Zobaczyłem mój Komin za oknem. – Wchodzę w Nowy Dzień. Kolejny dzień czekania na kremację, jeszcze jestem żywy, poruszam oczami, nieustannie robię literówki, pomyliłem się kilkakrotnie płacąc za gazetę. Czekam: choroba, śmierć, kremacja, komin…

***
Dziesiąta nad ranem, czuję się źle, chciało by się położyć gdzieś, zasnąć… Złoszczą mnie pacjenci, nie powinienem chyba w takim stanie chodzić do pracy, za miesiąc urlop, pewnie nie będę mieć siły odpocząć. Dziś wdycham opary sztucznego papierosa, czekam na pacjentów ambulatoryjnych, zapewne będzie ich sporo. Pustka za klejącymi się z niewyspania powiekami wciska się wraz z zielenią drzew, wyszło słońce, próbuje odprężyć mózg światłem. Boję się szpitala – czy jestem po jednaj, czy po drugiej stronie białego fartucha.
Literówki sypią się z klawiatury, zaległe dokumenty czekają w szafie, zamknięte na głucho; kiedy ktoś wreszcie da mi naganę?
Czwarta kawa dzisiaj nic nie daje, próbuję rozbudzić się w jakikolwiek sposób, piszę złe rzeczy, powinienem odłożyć komputer, położyć się, zamknąć oczy…
– Daj spokój – myślę – wiosna nie wróci więcej.

o poranku

O poranku wpadłem w Chaos zapłaciwszy trzy razy za tę samą gazetę. Co gorsza będę musiał zastrzec kartę, bo płatność jest ‚odnawialna’.
Czy ja się nadaję do życia, dziś?

Dowód na istnienie boga

Przeszło mi przez myśl, że wiarę w Boga powinno się zaczynać od kompletnej niewiary. Wtedy dochodzimy do Boga lub nie. –
W takim wypadku większość księży jest niekompetentna…

Gdzieś zginęli znajomi. Mam przeczucie, że spaliłem ich w żarze peta, puściłem z dymem, zostałem prawie sam. To minus własnego Domu: trzeba na niego zapracować się i nie chce wychodzić się na zewnątrz. Został komputer, nieprawdziwy świat. W realności – nie mam o czym rozmawiać, nawet……….

trochę

Odrobina rozpaczy w niedzielny wieczór. – Nie, żeby jakiś koszmar, lęk, depresja… Taka kropelka od której nie mogę się uwolnić. – To pewnie zamiast duszy, co wyciekła przez rozerwaną skórę…