Erotyk bezsilny

 

Nie patrz się na mnie dziwnie szeroko otwartymi oczami. Twe nieruchome źrenice wzbudzają me zakłopotanie, wydaje się, że powinienem coś zrobić; nie mam rękawiczek. Usta na wpół rozchylone – jak do pocałunku, jak do objęcia ustami i wepchnięcia na siłę powietrza, rozpinam koszulę, by – złożonymi rękami – ugniatać skórę między prawie odkrytymi piersiami. Jesteśmy sami, wiem, że za kilkanaście minut będę cię musiał zostawić. Obejmuję ustami wargi, ugniatam mostek, odchodzisz – już nic nie mogę….

Noc

Noc wdziera się przez okna, otwiera zaspane powieki. Zbyt zmęczony, by usnąć, wdycham noc z dymem papierosa. – Nie pachnie świeżością, nie obiecuje księżyca w pełni, gwiazd –północnej czy południowej półkuli. Wdziera się w głowę świdrującym bólem, obietnicą poranka bez snu.
A przecież nic złego się nie dzieje. Daleko od naszej wioski szykują się wojny, w gazetach mówią znowu o kryzysie i „gwarantowanym ubezpieczeniu” na pogrzeb. Wokół elektroniczne życie – tak samotne, jak zwykle: durne portale społecznościowe, domena reklamy i sensacji; nieludzko zmęczona żona. Nic nowego. Życie koloru rzeźni. Futbol, kibole, dobrze że jest praca i chrupki na kolację…
A przecież noc nie pozwala zasnąć, zamyka oczy, by po godzinie je otworzyć. Papieros pachnie zgnilizną, truje mózg. Przychodzą głupie myśli, nie tak głupie by zniknąć; może – by zapalić jointa, wypić butelkę wina, urwać filtr od papierosa… Nocne ptaki śpiewają…
…milczenie.

niedawno, dawniej…

Dobranoc, Panie Bogdanie. Pięćdziesiąt lat życia to kupa czasu, dziesięć z tego chorowałeś. Odeszła żona, brat, matka. Nie rozumieli, więc podali do sądu, Sąd skazał.
Dobranoc, Panie Bogdanie. Na sznurku psa długo kona się uwiązanym do klamki. Dusiłeś się na pięć centymetrów grubą bruzdą. Zabrałem Ci chorobę – przekleństwo i znieczulenie – byś chciał dalej żyć.
Dobranoc. Śpij, nie cierp więcej………
(13.08.2012, Bogusławowi, co zginął wczoraj)

Nie wyjadę do Lasu. Do drzew, sosen pachnących, z koronami wysoko, wysoko, tuż pod niebem. Chciałbym po prostu pójść na dworzec, uciec: Nad wodę, do drzew, daleko… Wyłączyć komórkę. Wyrzucić Dowód Osobisty, Paszport. Stać się Nikim: ‚sine hominus’, czy jak to patetycznie nazwać…-
Lecz wtedy przyjdą myśli złe, tęsknota z rozpaczą, złość na samego siebie, pragnienie śmierci…
Śmierci na mchu, w strugach deszczu, niech nikt inny nie płacze.
Nie powinienem zapominać, kim jestem………………………………………………..

na początek

…bokiem oka widzę cień na ścianie, boję się, choć nie zobaczysz tego. W pajęczynie życia pozbawiam się zaufania, chciałbym – by rosła choć tolerancja. Mam przyklejony usmiech do twarzy, uwiera. Tak samo jak szczerość. Doświadczyłem zauroczenia, co to jest chyba i formą miłości; ta miłość jest trudniejsza – mam nadzieję, że trwalsza.
Nigdy nie zapomnę, że jestem zwierzęciem, nawet podczas przyjmowania Hostii. Uciekam od Sacrum, bardzo go pragnąc. Niegodny się czuję, gdy poznałem mój pierworodny Grzech.
Homo emotionalis. Nie myślę…………………