człowiek chory, człowiek śmieszny? Wierszyk.

wyrwany z kontekstu: ia, bou, klu; zdania co nic nie znaczą, fragmenty sylab, jakieś zwroty, pośpiech: żółw nie wymaga….noszenia…rozkojarza się….
rozsypki na fragmenty…zamknij użytkownika…komputer, ia, glu, bou…
wyrywam z kontekstu zdania sądząc, że ktokolwiek zrozumie, będzie wiedział, o co chodziło…
może o nic?
może, morze, nad morzem, może….
Nie zwariowałem. Czynię to celowo, ku potomności, której
nie będzie…
miał
kto
nie
rozumieć nic
z tego, więc śmiać się –

cudze…

…cudze nieszczęście jest takie wkurzające: na przykład posiadanie upośledzonego dziecka, chorego członka rodziny… Gdy ktoś cierpi, wcale nie jest piękny, cierpienie bardzo rzadko uszlachetnia.
Czasami pochylamy się nad kimś. – Dopóki nam się nie znudzi taki charytatywny wolontariat.
Własne nieszczęście jest NAJWAŻNIEJSZE NA ŚWIECIE. – Ułomna ludzkości, narcystyczny człowiecze….

…myśli złe, wścieka mnie to, że nie mamy oddzielnych gabinetów, muszę czekać z przyjmowaniem pacjentów, bo koleżanka bada innego. Chory kraj, chora sytuacja, sam jestem chory – udzieliło mi się…
….myśli złe, literówki wskakują co drugie słowo, koleżanka może już kończy, pan badany przez nią nie kryje, że chciałby dostać rentę, – to częsta motywacja położenia się w psychiatrycznym szpitalu…
myśli złe, nie mogę tego słuchać, chciałbym uciec stąd, z tego miejsca, miasta, świata, nie potrafię nic zrobić z własną złością…
…myśli złe, poczekam, aż literówki przestaną wskakiwać, myśli przestaną gonić, napięcie ustanie i chaos…
…ustanie…

bez

Od rana słowa pacjentów przechodzą mi przez głowę: „pan kradnie”, „pan kłamie”, „zadzwoń do domu”… Drzwi otwierają się z trzaskiem, czasami po pukaniu, czasami – bez. Coraz bardziej nie mogę tego słuchać, kiedyś miałem więcej cierpliwości, badałem dłużej, więcej uwagi… Teraz – może trochę więcej doświadczenia, ale wiem, że umykają mi cudze słowa, nie staram się myśleć jak pacjent, nie mam na to siły…
Coraz gorzej? – Kiedyś byłem dobrym lekarzem….

***
Mój Szpital otrzymał nowe ogrodzenie. Mocna, zielona krata z giętego metalu. – Jak wokół cmentarza.
Coś w tym jest…

Znów wrzask, wieczór, ludzie przekrzykują się, nie…

Słońce w głowę. Znów kupiłem nie to, co trzeba, pomyślałem: jedź do domu, ochłódź się, niech zabrzmi trochę ciszy, wsiadłem w zatłoczony tramwaj; młode laski z wyciągniętymi tabletami, często kurczowo trzymające je w dłoniach, inne gadające przez telefon, szlag mnie trafia, jak ktoś się wydziera do słuchawki, przekrzykują się, co mnie obchodzi, co będzie na obiad miał mąż zażyłej damy; wyjąłem i ja swój: gadając do pustej słuchawki wyliczałem zwłoki jak pracownik Domu Pogrzebowego, ludzie zaczęli się odsuwać, wrzeszczałem coraz głośniej do słuchawki slangiem łapiduchów.
W końcu zrobiło się pusto, tramwaj dojechał do pętli, nie mogłem przestać wymyślać tych bzdur i tak:
Gadając do pustej słuchawki doszedłem do domu.

Liście w połowie maja są ogromne i dają dużo cienia. O trzynastej dwadzieścia cztery nie mam sił, by patrzeć w słońce. Dwie panie wypiły resztki energii z resztek duszy, co może i tli się kroplą na samym dnie ciała. Nie potrafię myśleć. Porzuciłem pacjentów, zamknąłem drzwi na klucz, muszę jeszcze mieć siłę, by dojechać do domu.
Dziś ciekawiej, choć bardziej męcząco – podróż tramwajem. Mamy z żoną na spółkę jeden samochód i, tak jak ja, ona też używa go do pracy. Dziś jest jej dzień – wracam tramwajem do domu. Potrwa dłużej, ale będę mógł się przyglądać młodym dziewczynom stukającym w swoje smartfony, starym dziadkom, co to rychło bieżą do wolnego miejsca, często na wyścigi; nikt nie pomyślałby, że starsi państwo mają tyle siły i wykorzystują ją dla okazania przywilejów ze swego kalectwa.
Już dawno przestałem ustępować miejsca w tramwaju, wsiadam na pierwszym przystanku, gdy jest jeszcze dość pusto, i drzemię sobie, spod półprzymkniętych powiek łowiąc to, co dzieje się w środku.
Czasem całkiem zasypiam. Myślę, że tak będzie i teraz:
bo oczy się kleją,
bo każdy wrzask wzmaga ciarki przechodzące przez całe ciało,
bo, gdy złość opadnie, pozostanie sflaczałe ciało niezdolne do jakiegokolwiek wysiłku…
Złość daje napęd – jakby powiedzieli psychiatrzy…
Złość daje agresję – jakby powiedzieli ci, skrzywdzeni kiedyś za bardzo…
Taaaak, agresję…