wiersz o wierszu

to tak jak w muzyce
końcowy akord kończy się
na pierwszym dźwięku gamy

utworów współczesnych nie lubię
urywają się
w pół kropki

in excelsis

Grześkowi, on wie dlaczego

Obskurny robotniczy hotel. Albo dyskoteka, bar. Kobiety i mężczyźni. Wiek nieistotny, ani miejsce. Istotny jest kibel, cuchnący publicznym brudem, tu przychodzą. Parami, zaludniać ziemię na mięso. Mięso dla armat, zysku, czy choćby kręcenia się dalej tego taniego stroboskopu.
Rano pójdą pracować do nocy i znów tak przez sześć dni, by w tym czasie bóg stwarzał świat. I znów – z obskurnej pryczy do obskurnego kibla, jak co tydzień, dopóki nie skończy się wódka. Błotem rąk, brudem narządów, cuchnącym oddechem. Gdy dochodzą do nowych pokoleń, dyszą:
Chwała na wysokości –

Bez

Panie, obdarz spokojem, wreszcie… By przestać kaleczyć się boleśnie, szarpać, uciekać, samotnieć do granicy Umierania. Albo Szaleństwa, gdy przestaję być zrozumiały dla kogokolwiek…
Będąc przy chorym psychicznie, tworzy się kropelkę czystego dobra. – Ale ja nie byłem. Ja nie powinienem żyć w ogóle; jestem i byłem zbyt słaby, by uczynić troszkę więcej dobra, niż zła.
Czyniłem więcej zła niż dobra. Dobro jest zbyt ciężkie, nie tylko dla mnie, dla wielu.
Udawałem. Uwierzyli.
Ale teraz nadszedł Czas Kary, po nim Czas Śmierci może zabierze w Nicość moje zmęczenie.
To za karę Bóg kazał mi żyć wtedy, gdy chciałem swoją ręką w Śmierć życie swe zmienić…
Karę za…………….
Nie potrafię czuć się winny z tego powodu, że jeden raz czułem pełnię szczęścia.
Ale i to wspomnienie zabierze Dobry Bóg, bym śmiertelnie cierpieć zaczął. Wtedy, Panie, pozwolisz mi: sznur, nóż, koła pociągu… Czy łaskaw będziesz zezwolić na Chemiczną Śmierć bez strachu?
Dobry Boże, pozwól umrzeć tak, jak chcę. Wiem, że i tak zabierzesz mi wszystko, zostaw, proszę ten jeden Przywilej –
Śmierć bez Krzyża, Chusty i Zmartwychwstania…
(29.03.10,03:06)

kolejka

w sali obok facet ze smoczkiem
stan terminalny
na podwyższeniu bliżej do nieba

egzystencjalne papierosy
tracą na sile przy
biologicznym bólu
fizjologicznym starchu

w chwili gdy go wypiszą
odłączą od życia

A niosą następnych, następnych. Koniec kolejki znika za horyzontem.

Śmietnik dla ludzi niepotrzebnych

Kolejny dzień w noc wkraczam. Nigdzie nie jest bezpiecznie, coraz bliżej do – widocznej już – katastrofy mojego Życia.
To tu: w mieście. Nie moim, choć kiedyś nim było;
w Domu, którego nigdy nie będzie…
Nie ma bezpiecznego miejsca, nie można się ukryć, nie można walczyć już – teraz przewidziano Wielką Karę, większą niż dotychczasowe, zadawaną w coraz większym osamotnieniu…
Boję się. Po prostu.
Mój Boże:
czekam na Upokorzenie i Śmietnik. I ból.
Czekam na Twój Wyrok.
!

(2010r.)

Syg. akt: Nz/KS 5.66-00

się nie da, by krzywdy własnym dzieciom nie zrobić, zła kolejnego nie zasiać

Rodzice wasi pomrą, robaki ich kości zjedzą, ale krzywd pozostawionych wam nie zabiorą do grobów swych. I tak ich krzywdą będziecie dzieci wasze krzywdzić, by Krzywda nie została nigdy zapomniana. Tak Koło Pamięci z pokolenia na pokolenie cierpienie niepotrzebne przenosi.
Aby się wypełniło Pismo: „darami obdarzę”.
Tak ja, Nazepam, wam głoszę, byście w pokorze Zło – dane wam – czynili. Bo ni ujść, ni ominąć się nie da, by Krzywdy własnym dzieciom nie zrobić, by Zła kolejnego nie zasiać.
(Prorok Nazepam, Księga Sprawiedliwości: 5, 66–00)