Córeczka Gwiazdeczka

– Jestem Aniołem – odpowiedział. – Przysłano mnie tu, bym spełnił twoje dwa życzenia. Ale tylko dwa. Zastanów się dobrze, o co prosisz.

Na imię miała Gwiazdeczka.
Przyjechała w brzuszku Mamy z dalekiego kraju. Wyczekane, wymodlone przez rodziców dziecko. Maluszek, którego nie było i nagle powstał. Gdy się rodziła, Tata zobaczył, że jest dziewczynką. Wcześniej nie wiedzieli, kim będzie.
Na imię miała Gwiazdeczka.
Najpierw malutka, później coraz starsza. Mama i Tata byli dla tylko niej a ona była dla nich. Rodzice chodzili z nią na spacery, karmili, a gdy nie chciała się kąpać, lub nie mogła zasnąć, śpiewali piosenki. Lubiła, gdy czytali jej książeczki, kilkanaście razy tę samą tak, że chcąc-nie-chcąc uczyła się ich na pamięć. A gdy wpadała w złość, rzucała zabawkami przez cały pokój.
Ona i Oni. Tylko dla siebie.
Pewnego dnia Mama poczuła, że w brzuszku dzieje się coś dziwnego. Ruszało się, kręciło… Poszła do lekarza.
– Ciąża – powiedział Doktor. – Jest pani w ciąży.
Czyli, że Mama urodzi drugie dziecko.
Gwiazdeczka rosła i rosła. Coraz więcej rozumiała. Nauczyła się mówić. Mama i Tata nie wiedzieli, jak jej powiedzieć, że niedługo nie będzie jedynaczką. Że będzie miała Braciszka.
W końcu powiedzieli. Ucieszyła się Gwiazdeczka.
„Będę się miała z kim bawić” – myślała.
W końcu urodził się Promyczek. Przyjechał ze szpitala do Domu, ale po kilku dniach musiał wracać.
Był chory. Bardzo chory.
Tato został z Gwiazdeczką sam. Mama pojechała z Promyczkiem karmić go i przewijać.
Gwiazdeczka najpierw płakała. Mama była zawsze. Na każde zawołanie, płacz…
Gdy córeczka chciała jeść, Mama od razu szykowała coś dobrego. Przytulała, śpiewała…
A teraz tylko z Tatą.
Po kilku dniach okazało się, że Tata jest całkiem fajny. Wziął ją do domku w górach, karmił, śpiewał piosenki. – Znowu była najważniejsza i jedyna. Tak jak zawsze. Tak jak dotychczas.
Jednak nocą śniły jej się koszmary. Że Mama zniknęła, że Promyczek nie wróci. Budziła się z płaczem, Tato przytulał…
Wrócili. Mama i malutki Promyczek. Gwiazdeczka cieszyła się, całowała braciszka, nawet chciała go karmić, chociaż nie umiała.
Pokochała Promyczka. A dla niego była, od zawsze, starszą siostrą, która uczyła go śmiesznych rzeczy, wymyślała zabawy. Naśladował ją we wszystkim, w czym umiał i nie umiał.
Ona, on, Mama i Tata.
Po niedługim czasie Gwiazdeczka zauważyła, że braciszek pochłania bardzo dużo uwagi rodziców. Mama już nie była tylko dla niej. Ani Tata.
Promyczek krzyczał, robił kupy, ciągle był głodny. Gdy rósł, stawał się coraz bardziej ruchliwy. Rodzice musieli go pilnować, żeby nie stało się coś złego.
Tak jak pilnowali kiedyś Gwiazdeczki, kiedy była malutka.
Dziewczynka zaczęła myśleć, że rodzice nie kochają jej tak, jak dawniej. – Gorzej: że kochają ją mniej. Było jej źle, smutno…
Tata pisał wiersze dla córeczki. Robił jej zdjęcia, usypiał. Mama chodziła na spacery, dawała jeść, tuliła, gdy Gwiazdeczka płakała…
Nie była sama. Był też Promyczek. Braciszek, z którym musiała dzielić się miłością rodziców.
To dobrze i źle. Raz dobrze, bo bawili się i śmiali. Raz źle, gdy na chwilę zostawała sama, bo Mama pognała na uciekającym synkiem, który właśnie próbował zejść z balkonu, z pierwszego piętra. Albo grzebał w kontakcie, czy nie chciał jeść.
Dobrze i źle. Raz dobrze, raz źle.
Czy może być dobrze i źle jednocześnie?
Gwiazdeczka złościła się coraz bardziej. Już nie chciała jeść i rzucała zabawkami, obrażała się, gdy mama z kimś rozmawiała. Co chwilę, z byle powodu, z wielkim krzykiem, uciekała do sypialni.
– Nie, nie, nie!!!
Jednak kochała Promyczka.
Kiedyś przyśnił jej się sen. Nad ranem, gdy zasnęła na chwilę przy boku rodziców. W tym śnie spotkała Anioła.
– Kim jesteś? – zapytała.
– Jestem Aniołem – odpowiedział. – Przysłano mnie tu, bym spełnił twoje dwa życzenia. Ale tylko dwa. Zastanów się dobrze, o co prosisz.
– Chcę, by wszystko było tak, jak dawniej. Żeby Mama i Tata byli tylko dla mnie.
– Na pewno tego chcesz? – zapytał Anioł jeszcze raz.
– Tak – powiedziała.
I zniknął Promyczek. Została sama. W domu zrobiło się dziwnie pusto i smutno. Nie było słychać gaworzenia Promyczka. Zniknęły jego pieluchy i zabawki. Nawet łyżeczka i talerzyk. Nie miała się z kim bawić w różne śmieszne zabawy. Było cicho. Bardzo cicho.
– Nie, nie, nie! – zawołała. – Aniele zwróć mi braciszka. Tu jest tak smutno a ja go kocham.
– Ale już nie będzie tak, jak dawniej. Rodzice nadal cię będą kochać, lecz będziesz musiała nauczyć się dzielić nie tylko zabawkami, ale i ich miłością.
– Wróć mi Promyczka, Aniele. – Zawołała Gwiazdeczka. – Tego chcę.
– Dobrze – rzekł Anioł.
Obudziła się. W łóżeczku leżał Promyczek. Rodzice jeszcze spali. Było tak jak przed snem. Ale Gwiazdeczka zrozumiała, że Mama i Tata kochają ją tak jak dawniej. I że jeszcze kocha ją ten mały smyk – jej Brat.

upadli bogowie

w imię boga w imię wyższych racji
idziemy na wojnę
będziemy okrutni bezwzględni
wierni idei

w imię boga w imię wyższych racji
rżnąć maczetami strzelać z kałasznikowów
odpalać bomby w plecakach

zabierać ludziom intymność
by móc zabijać masowo
precyzyjnie wiedzieć wszystko
rządzić homogenatem ludzi

pozwolono na wiele –
morderstwa bez kontaktu z wrogiem
rozkosz bryzgania
wirtualną krwią na wirtualnym ekranie
dron z rakietą leci

kupując komputer aplikację urządzenie
klikam – zgadzam się

 

Zapach

…i zostałaś kurwą. Mówią, że to przeze mnie. To, niestety, niemożliwe. Byliśmy ze sobą zbyt krótko, ty nie kochałaś mnie tak bardzo. Kurwą zostałaś, może wiem, dlaczego tak się stało, może mógłbym innych oceniać, oceniać siebie. – Lecz pamiętam, że nigdy nie będzie takiego lata. – Teraz…
…teraz robisz wszystko, żeby zginąć. – Boję się, że ci się uda. Kurwo moja, moja pierwsza miłości.

bezdusza

Mam duszę na wierzchu. Trzymam ją sobie na ramieniu jak oswojonego szczura. Chowa się za kołnierz, czasami ociera o kark. Pomimo że jest smutna i brzydka, i czasami są z nią problemy, lubię swoją duszę. Bywa jednak i tak, że wychyli łepek, ktoś ją dojrzy. Wtedy – zdarza się – że bije na oślep, chce zniszczyć, jakby była jakimś wrednym pasożytem. Albo ośmiesza, że taka szkaradna. Wtedy bardzo boli.
Nie umiem jej schować zbyt dokładnie, wepchnąć do ciała, umiejscowić pod pachami, żeby nie wychodziła wtedy, gdy nie jest bezpiecznie.
Taka dusza na ramieniu. Nie mam innej.

 

Awangarda poezji

Wzruszony słowami któregoś z krytyków: „słowo ‚miłość’ nie znajduje się w zakresie współczesnej estetyki…”

dwoje staruszków
pierdoli się od trzydziestu lat
idą za ręce pomimo wiatru jesieni i czasu
dłoń grzeje dłoń
to takie objawy

wracają do domu, chorują
oglądając telewizję, legia wychujała lechię
on jest kibolem legii
ona że ją nie interesuje
football

food z mlecznego baru
rozkminy czym się najebać na śniadanie
ciemno na polu
ciemno na dworze

nocą ciągle tacy sami
śpią obok siebie
bez wkładania chuja w pizdę

tyka zegar
metronom ciszy

 

Credo

Wierzę
wierzę w unicestwienie
wierzę w jedyne nie-bycie anihilację entropię rozpad
archetyp duszy, co zmienia swój kształt po śmierci to
koszmar – najgorszy
jaki potrafię sobie wyobrazić
jeśli jest Bóg Bóstwo Siła Natury
cokolwiek
do czego lub kogo można by się modlić
proszę —

zachowaj od życia wiecznego
by to co czuło przeżywało
Ja
rozpadło się na miliardy cząstek
których nic nie zdoła poskładać
zniszcz mój każdy
kawałek istnienia
nie każ odrodzić się
nie więź ni w piekle ni w raju
zabij