(***)

do czego potrzebna mi poezja?
pisanie wierszy których nikt nie czyta
albo wyśmiewa wersy złożone nieporadnie

układanie słów to jak oglądanie meczu
gra w wiedźmina czytanie gazety
nie rozszerzy horyzontów nie uczyni
człowiekiem
nie uchroni od zapomnienia

do czego potrzebny mi wiersz?
wrzucę go na socjal-page
może ktoś się odezwie?

dom

widać stąd czarny las
bez zapachu
tylko wiosną wyrasta trawa która jednak
nigdy nie będzie świeża

w tym kraju
drzewa na krótko zielenieją –
gdy przysypie je konfetti
rzucone ręką szaleńca
a developerzy nie podłożą ognia
i nie zrównają buldożerami

mieszkam w starym więzieniu
otoczony zdjęciami pluszowych ssaków
bez kominka i wody
widać stąd miasto
i czarną ścianę lasu który
nie zmienia koloru na wiosnę

24.XII

i ja i ty
i oni też
wściekli od rana
milcząca nienawiść w twych oczach
zielonych otwartych
szerzej niż zwykle

zmęczeni i wściekli
ktoś włączył „życzenia świąteczne”

pierwszy dzień wojny
domowej
tylko dzieci bawią się dobrze
(dopóki ktoś w nich nie strzeli)

nie odzywamy się
krzyczymy wyciągając
schowane w prezentach
noże

i ja i ty
i oni też
świętujemy od -
- rana

moje niebo

słońce ciemnieje na nieboskłonie
upadają kruche promienie
rozsypują się zanim
je zobaczę

biegłem smagany batem
niepotrzebności. otrzymanym z rąk matki
przejąłem jak sztandar
(gdy łopotał na wietrze
ranił plecy i podbrzusze)

zbędność z uniesioną głową

nie narodziło się dziecko
tylko te akty zgonów
podbijane jeden za drugim

teraz podkręcam kaloryfer
ubieram dziesięć par
podkoszulków

w południe twarz ku górze
nie ogrzeje oczu kryształ
gasnącej gwiazdy

jest coraz słabsza
jak dopalający się pet
brak pomysłu na dalszy ciąg
topniejący śnieg

niebo chyli się ku wieczorowi
matowy promień oplata
nawet niepotrzebny człowiek
nie rozpali słońca

W chmurze

Zasnuło nam się niebo, zaczął kropić deszcz – niewielki, przenikający przez ubranie. Ziemia, zmęczona upałem, oddycha. Jest chłodniej. Na drzewach – pierwsze oznaki jesieni.
Dziś dużo pacjentów w ambulatorium, mógłbym się cieszyć, bo ci, najtrudniejsi, jakoś wychodzą na prostą: Młody chłopaczek skończył wreszcie pierwszą klasę liceum wieczorowego, niedługo zacznie drugą; może uda się odroczyć wykonanie wyroku – psychiczną degradację, tak często występującą u młodych chorych na schizofrenię…
U ciężko chorych.
Czasami zdarza się cud – pacjent zdrowieje, choroba nie wraca. Rzadko, bardzo rzadko…
Większość wraca do swojej chmury: mieszkają wysoko, wysoko. Patrzą w swój obłok, nikt na ziemi ich nie rozumie. Niektórych złoszczą, niektórzy się boją. – Tacy mali bogowie, nikomu niepotrzebni, skrywani za murami szpitali i Domów Pomocy Społecznej…

…po raz dwudziesty, chyba, wszedł bardzo chory Człowiek, żeby porozmawiać. Nic nie rozumiem z jego wywodów, usiłuję wyobrazić sobie, co mógłby chcieć mi powiedzieć. Próbuję podtrzymać jakikolwiek kontakt. Trudno jest wczuć się w osobę tak chorą psychicznie, nie rozumiem porozrywanych fraz, nie rozumiem niektórych słów – Człowiek używa wielu neologizmów… To męczy na dłuższą metę, wymaga dużej wyobraźni, Człowiek wyczuje od razu moje zniecierpliwienie, niechęć, kłamstwo. Muszę być szczery, często mówię mu, że nie rozumiem – on próbuje wytłumaczyć w swój bardzo zawiły sposób. W końcu rzucam:
– Porozmawiamy o tym za dwa tygodnie, teraz się nie dogadamy.
Przyjmuje szczerość. Pyta o coś jeszcze, wychodzi z dyżurki. Nie ma go tu już od ponad dwudziestu minut…

Kiedyś były lasery nasyłane przez UFO, kamery, trucie jedzenia… – Najpowszechniejsze objawy schizofrenii. – Ostatnio się zmieniło. I nie wiem, czy to kwestia czasów i kryzysu wiary, czy jeszcze czegoś innego: Coraz więcej jest „opętanych”. – Można powiedzieć, że opętanie, w moim szpitalu, to codzienność. – A to diabeł wykrada myśli, a to szepcze do ucha, by się zabić, obgaduje, kilkoro diabłów… Nasyłają nie swoje myśli, popychają do działania – czasami agresywnego…
Kryzys tożsamości i wiary przenosi się na objawy paranoidalne. Bo choroba psychiczna ma też swoją „morfologię”, czyli to, co człowiek przeżywa.
Zjawisko narasta. Nie wiem, czy to o czymś świadczy, na pewno świat się zmienia. Przez lata były te „promienie z kosmosu”, czy coś podobnego.
Jest jeszcze kwestia niedouczonych egzorcystów, którzy często idąc za chorobą pacjenta, dodają im kolejnych cierpień „wyganiając diabła”. – Zjawisko coraz częstsze. – Dawniej do egzorcyzmów trzeba było wykluczyć chorobę psychiczną w sensie psychozy. Teraz byle ksiądz zabiera się za to, o czym nie ma bladego pojęcia.
Bo egzorcyzmy pomagają. W „nerwicach dysocjacyjnych”. – Muszę to przyznać, nie wierząc w diabła. – Pomagają także obrzędy szamańskie, w innych kulturach; może to nie kwesta złego ducha, lecz istoty zaburzeń. – Nie wiem. – Psychozy z całą pewnością nie leczą.
Tak świat się zmienia, także w szpitalu psychiatrycznym. Czekam, by dowiedzieć się, co to może znaczyć…

palec

Pamięci Zbigniewa Herberta

najdziwniejszy jest Chrystus kiedy się waha
jedna ręka przybita do krzyża
druga wzniesiona w geście triumfu
pan Jezus waha się

widzi człowieka któremu zegar bije
już dusza opuściła ciało
i czeka niepewna nad czołem
na wyrok potępienia lub chwały

waga uczynków kieruje do piekła
ale serce jego dobre
było lecz czas niepewny
w grzechu zamknął wolę

Chrystus palec wzniesiony ku niebu
opuszcza ku jałowej ziemi
pamięta karę skazanego Barabasza i
otwiera bramy piekła

wstydzi się teraz tej chwili słabości
kiedy prawo niemal złamał
chcąc darować grzechy w serce czyste patrząc
sprawiedliwość jedna jest:

za winę kara
palec w dół