Pani z wielką pieczątką

Na oddziale psychiatrycznym, gdzie przez kilkadziesiąt lat ordynatorem była Pani Doktor P. było cicho. Ordynator lubiła ciszę. Nie znosiła, kiedy ktoś – przedarłszy się przez kilka zamykanych na klucz Drzwi – wchodził do jej Gabinetu i próbował o coś pytać. Pani Doktor nie lubiła, gdy asystenci chodzili z nią na wizytę: w końcu wizyta odbywała się tylko w towarzystwie jednej Pielęgniarki, Siostry Oddziałowej. Pani Ordynator miała duże doświadczenie w tworzeniu ciszy na oddziale psychiatrycznym. Niektórych leków – wiedziała – nie może zalecić na piśmie, więc Siostra Oddziałowa musiała mieć dobrą pamięć, by podłączyć dwudziestu mówiącym chorym, kroplówki z Fenactilem, Skopolaminą i Luminalem. Pacjenci nie znosili tych kroplówek, czasami wystarczyło wiedzieć, że namolność grozi konsekwencjami.
Dziwiłem się, że Człowiek potrafi przeżyć takie metody robienia ciszy: mało kto umierał.
Na Oddziale Szóstym przez cały dzień panowała złowróżba cisza. I zapach wypastowanej podłogi przed Gabinetem Ordynatora.
Na salach pacjentów pachniało moczem i specyficznym, dusznym zapachem psychozy. Nie otwierano zakratowanych okien. Z enklawy ciszy nic nie mogło wydostać się na zewnątrz. Cierpienie ściekające po ścianach w końcu i tak kryła ziemia.
…i nikt na zewnątrz nie wiedział…

2 myśli na temat “Pani z wielką pieczątką”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s