cień-śmierć

Tak. Pamiętam kilka osób, które zabiłem.
Pierwszą, jeszcze na stażu, Panią Janinę. Wtedy płakałem w ubikacji, gdy zmarła. Później nauczyłem się tłumaczyć sobie, że to „wypadek przy pracy”.
Bo to były wypadki przy pracy.
Sołtys w Kamionce, nieco wstawiony, dostał lek, chociaż nie musiał. Zatrzymałem mu serce tym lekiem. Sanitariusz tak się trząsł, że musiałem za niego trzymać maskę tlenową przy reanimacji. On miał uciskać mostek, mniej precyzji trzeba…
Sołtysa nie dowieźliśmy żywego do szpitala. Później, z zimną krwią, odmawiałem rodzinie odstąpienia od sekcji zwłok. Denat miał zawał, nie wychodziło inaczej. A leki? – Kto, na rutynowej sekcji, bada leki? Chroniłem własny tyłek. Było Boże Narodzenie.
Pan Grzegorz, uzależniony od marihuany, mówił w ogromnym napięciu, że nosi przy sobie sznurek i czeka na okazję. Nie zdążyłem wezwać Pogotowia, wybiegł z poradni. – Do dziś wyrzucam sobie, że nie kazałem mu zapalić. – Może by żył, miałby ze trzydzieści pięć lat.
(…)
Pan Marek nadal leży podłączony do aparatury, po częściowo skutecznej reanimacji. Zadławił się śniadaniem. Prawdopodobnie miał zbyt wysokie dawki… Od dawna wprawdzie. Teraz wegetuje jak warzywo w którymś z okolicznych Zakładów Opiekuńczo – Leczniczych.
(…)
Wypadki przy pracy. Objawy niepożądane. Powikłania. Wszystko rozmywa odpowiedzialność…
Nie było i nie będzie spowiedzi. Nie będzie morału. Jest kilka obrazków, każdy tragiczny; najmniej dla mnie. Nie przedstawiam „okoliczności łagodzących”. Natrętnie czytuję klepsydry na murach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s